Login  
Hasło  
 
witamy, jest : 03/05/128385, 00:00:00
Dodaj kwaterę
Przegląd prasy
Nasze relacje
 
Strona główna
Zima
Aktualności
Ogłoszenia
Księgarnia
 
Konto
Poczta
 
Przewodnik
Galerie
Noclegi
Noclegi
Przewodnicy
 
Oferta
WWW
Kontakt
 
Administracja

Zadaj pytanie
Indeks Wybierz państwo:





Wyjazd do RPA grudzień 2002


A więc jednak Durban... Planowałem ominąć to miasto szerokim
łukiem ale Afryka nauczyła mnie przez dwa tygodnie, że ścisłe
trzymanie się jakichkolwiek planów nie ma sensu. Tak wiec siedzę
sobie w przytulnym hostelu o wdzięcznej nazwie Brown Sugar
i piszę te słowa zerkając prawym okiem na mecz dwóch klubów z
tutejszej pierwszej ligi lecący w telewizji. Ale zacznijmy od początku...


Kapsztad - między górami a oceanem

Po 24-ro godzinnej podróży samolotem, połączonej z koczowaniem na lotnisku w Johanesburgu z powodu kłopotów z samolotem, byliśmy porządnie wymęczeni. Widoki okolic Kapsztadu, którymi zostaliśmy uraczeni z wysokości kilku kilometrów spowodowały jednak, że natychmiast zapomnieliśmy o wszystkich przykrych rzeczach. Postrzępione łańcuchy górskie oświetlone ciepłym, popołudniowym światłem, hektary winnic i wreszcie wody dwóch oceanów sprawiły że od razu zrozumieliśmy dlaczego tak wiele osób uważa to miejsce za najpiękniejsze na świecie.

Po wylądowaniu z niecierpliwością oczekiwaliśmy aż nasze plecaki pojawią się na taśmie i pospieszyliśmy przed budynek lotniska. Przed nami w odległości kilku kilometrów rysowała się sylwetka góry stołowej za która właśnie chowała się tarcza słońca. Podziwianie widoków musieliśmy jednak przerwać na moment, gdyż pojawił się człowiek z naszego hostelu i wyruszyliśmy w kierunku miasta. Przez kilka kilometrów mknęliśmy przez płaska równinę wpatrując się w sylwetkę Góry Stołowej rosnącą przed nami z każdą minutą. Po drodze minęliśmy szpital w którym, jak poinformował nas kierowca, dokonano pierwszej na świecie udanej transplantacji serca. W końcu samochód wspiął się na niewielkie wzniesienie i Kapsztad pojawił się niespodziewanie u naszych stóp w całej okazałości. Rozświecone tysiącami świateł miasto leżało spokojnie w niecce wyznaczonej przez okoliczne wzgórza i ocean.

Jeszcze kilkanaście minut jazdy i stanęliśmy przed Long Street Backpackers. To jeden z kilku hosteli na tej ulicy ale możemy go polecić z czystym sumieniem. Prowadzą go bardzo sympatyczni ludzie i od początku wyczuwa się świetna atmosferę. Ceny przyzwoite 60R (ok 24PLN) za noc. Teraz wreszcie odezwało się nasze zmęczenie i mimo, że miasto kusiło ciepłym wieczorem i rytmami afrykańskiej muzyki z przeciwnej strony ulicy padliśmy na lóżka.



1 | 2 | 3