Około 7000km przejechanych autokarem, 8 rolek filmów ponad 300 zdjęć trudno ogarnąć cały ten ogrom rzeczy które oglądaliśmy. Zwiedzamy Stambuł, ogromne miasto nad Bosforem świątynie Hagia Sophia i meczet Błękitny mający 6 minaretów na tą okazję w Mekkce dobudowano 7-my minaret żeby zachować supremację. Do meczetów oczywiście na bosaka, wszędzie leżą dywany. Hagia Sophia jest obecnie muzeum, wysokość ponad 50 metrów, VII wiek, ogrom budowli poraża. Turcy po zdobyciu Istambułu zatynkowali wszystkie mozaiki dopiero po II wojnie światoweej zaczęto je odsłaniać. W Hagia Sophia oglądamy "pępek świata" czyli miejsce które oznaczało środek świata bizantjskiego - mania wielkości ? Legenda głosi że znajdują się tu drzwi z Arki Noego.
Natępnie...
Hipodrom z czasów Rzymskich z monumentalnym obeliskiem z jednej bryły kamienia. Zwiedzanie pałacu Sułtana, top-atrakcją okazuje się harem - ale niestety zamknięty, musimy się zadowolić skarbcem, z wieloma cennymi eksponatami trudno to wszysko ogarnąć. Zwiedzamy jeszcze meczet Matki Sułtana, mijamy rząd pucybutów widok trochę niecodzienny cena usługi w lokalnej walucie 1.000.000. W Istambule Zyje około 10mln osób, jest to miasto rozległe i nietypowe jako jedyne mieści się na dwóch kontynentach Azji i Europie.
Przechodzimy do części bazarowej, bazar Egipski, złoto, przyprawy, wielkość imponująca - można się zgubić. A to wszystko w dwa dni - bieg po Stambule.
Dzień jazdy i Kapadocja mityczna kraina. Rzeźby skalne z tufu wulkanicznego, rzeźbione przez wodę i wiatr. Jak wszędzie w Trucji okazja do wydania pieniędzy zdjęcie z "kamelem" 1.000.000. Obserwujemy miejscowego w fabryce onyxu a raczej ręcznej manufakturze, ale rzemieślnik robi z tej skały cudeńka. Zwiedzamy jaskinie wyrobione na mieszkania przez ludzi w przeciągu wielu stuleci, obecnie oczywiście niezamieszkałe. Wszędzie wszędobylski kurz "tufowy". Bezchmurne błękitne niebo, pogoda przepiękna i spory gorąc. Zwiedzamy skalne mieszkania i pomieszczenia, niektóre nawet z zachowanymi malowidłami - cudem zresztą gdyż tereny te przechodziły burzliwe dzieje. Od II wieku do średniowiecza zamieszkiwali tu chrześcijanie, w zagrożeniu przenosząc się do podziemnych miast. Zadziwia nas niesamowita ilość świątyń w górach.
Kolejno zwidzamy fabrykę-manufakturę porcelany, obserwujemy produkcję talerzy i sami "udajemy" że robimy fotografując się przy pracy. Niestety naszej przewodniczce wyraźnie nie udały się prace garncarskie, cóż wąska specjalizacja nie każdy może pracować jako garncarz. Wszędzie do okoła "kapadockie grzyby" skalne. Oglądamy wąwóz rzeki Ichlary, strasznie pionoe ściany rzeki prawie nie widać w dole, pora sucha. Zwiedzamy miasta podziemne. W najgłębszych miejscach 8 poziomów w dół, do 10.000tys osób mogło się schronić w jednym mieście. W zasadzie bez wychodzenia przy dostatecznej ilości jedzenia można było przetrwać 2 lata bez wychodzenia na powierzchnię. Mijamy ogromne sale i mniejsze pomieszczenia.
Odwiedzamy fabrykę dywanów, gdzie oczywiście można obejrzeć produkcję, posłuchać i kupić. Zresztą nachalność
sprzedawców ze Wschodu nie zna granic, trzeba się opędzać. Kolejno widzimy grób załozyciela zakonu "tańczących derwiszów", sacrum miesza sie z profanum. Za parę dni Pamukale-Heriapolis, śnieżnobiałe skały wapienne opływane przez wody ze źródeł termicznych, niesamowity gorąc. Obok można za 10 euro ochłodzić się w gorących źródłach temperatura 38 stopni. Na dworzu jeszcze więcej. MIjamy wyrocznię która zaciągając się gazem ze źródeł miała fantastyczne wizje którymi karmiła naiwnych. Oglądamy ruiny teatru, niestety ruina. Możemy zanurzyć nogi w wodzie o barwie koziego mleka i temperaturze ludzkiego ciała. Tłum ludzi-turystów oblega to miejsce.
Efez. Dom Matki Bożej, wg wierzeń i wizji zakonnicy. Przypuszcza się że tu było wniebowzięcie. Zwiedzamy starożytny Efez, setki ruin, kolumn pozostałości po dawnej kulturze. Podczas zwiedzania strażnicy przyczepiają się że koniecznie trzeba z lokalnym przewodnikiem. My uważamy że nasz jest w porządku i się
buntujemy oni wzywają karabinierów akcja się zaognia ale w końcu po długich negocjacjach rochodzi się po kościach. Zwiedzamy miejsce pochowania Św. Jana, ruiny olbrzymiej bazyliki. Dalej biblioteka Celsusa - tzn. ruiny. Dalej publiczna toaleta jak w wojsku wszystko bez ogródek, widoczne jak na dłoni - starożytni może inaczej podchodzili do pewnych spraw. Uczestniczymy w wieczorze tureckim, pijemy drinki i zdrowie jubilatów którzy akurat się nadarzyli. Tańczymy tańce lokalne. Turcy lubią się bawić i przebywać z gośćmi. Są strasznie zywiołowi i życzliwi. Na koniec miasta jońskie - .... znów ruiny - resztki kolumn walają się wszędzie - co za kraj. Milet starożytny z którego pochodził Tales, też oferuje turystą resztki kolumn. Na minarecie miejscowego meczetu bocianie gniazdo. Milet nadmorskie miasto, poprzez "rabunkową, radziecką gospodarkę" zostały odcięte na 5-8 km od morza, przez to upadły. Milet obecnie leży na terenie podmokłym, a ludzie uprawiją tu bawełnę. Dalej ruiny miasta Didime i głowa meduzy.
Na zakończenie fundujemy sobie rejs statkiem po lagunie, nurkownaie, podglądanie jeżowców oraz odpoczynek. W powrocie jeszcze Izmir i Smyrna siedziba biskupa w świątyni Sw. Polikarpa. I do domu.
Setki wspomnień, zbytków, kraj kontrastów i azjatyckiej kultury. NAprawdę niesamowite przeżycie. Zachęcam wszystkich do wybrania się właśnie do TURCJI !!!